poniedziałek, 13 lutego 2017

Zakochani... w kinie - Walentynki inaczej!

Niezależnie od tego czy w rzeczywistości w ogóle obchodzicie Walentynki, czy też jest to dla Was po prostu kolejny zwyczajny dzień - zachęcam do sięgnięcia po jedną z wielu ciekawych produkcji, jakie oferuje nam styczeń i luty. Zbliżające się Oscary przyczyniają się do nagłego pojawiania się w kinach nominowanych do tej nagrody filmów, a każdy przecież chce w mniejszym lub większym stopniu kojarzyć obraz, który zdobędzie najwięcej statuetek. Ale żeby nie zawężać tak bardzo, w kameralnym kinie zawsze traficie na dobry seans, trzeba tylko umiejętnie go odnaleźć. Spośród wielu propozycji trudno jest się zdecydować na chociaż jeden obraz, dlatego i tutaj przychodzę z pomocą. Podzieliłam filmy na kategorie, a krótkie opisy pomogą Wam lepiej je dopasować do swoich oczekiwań i zminimalizować ryzyko nieudanego seansu.


- WALENTYNKI Z WĄTKIEM MIŁOSNYM W TLE -

La La Land (2016)


"La La Land" znakomicie sprawdzi się jako odprężający musical z niebanalną historią w tle. Damien Chazelle stworzył niepowtarzalne widowisko, które zachwyca niemal każdą sceną. Mimo że Emma Stone i Ryan Gosling nie prezentują najwyższych zdolności wokalnych, to w swoich rolach odnajdują się bardzo dobrze. Ten film chce się oglądać w kółko, a mam wrażenie, że nadal będzie tak samo czarować. Miłym elementem są nawiązania do klasyków, których wychwytywanie może być świetną zabawą. Ja na tym seansie bawiłam się po prostu wybornie. "La La Land" wprowadza pewien powiew świeżości do gatunku musicali, co bardzo sobie cenię. Więcej możecie przeczytać w podlinkowanej recenzji tego filmu.


Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (2016)


"Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" to ciekawy włoski komediodramat, bazujący na różnych relacjach. Barwny przegląd związków odbywa się w mieszkaniu podczas spotkania przyjaciół przy obfitej kolacji. Przede wszystkim są to już małżeństwa, znajdujące się na innych etapach życia i miłości. Od całkowitego znudzenia sobą, poprzez namiętne uczucie. Jednak wszystko to zostanie poddane w wątpliwość, kiedy uczestnicy domowego spotkania zabawią się w grę, która odkryje ich wszystkie tajemnice. I czy teraz każde uczucie przetrwa tę niecodzienną próbę? Paolo Genovese serwuje nam nie tyle mnóstwo jedzenia na ekranie, co ciekawie złożoną strukturalnie historię. Czegoś takiego z pewnością jeszcze nie widzieliście. Bardzo pouczające, kreatywne i dobrze zrealizowane dzieło.


Elle (2016)


"Elle" to historia samotnej kobiety - byłej żony, matki i samotnej córki. Michele nie może narzekać na brak pieniędzy, których to wciąż potrzebuje od niej jej syn, wchodzący na samodzielną drogę życia. W relacji z nim kobieta zachowuje dystans i nie czuje się dobrą matką. Jej spokojny rytm dnia codziennego zaburza tajemniczy mężczyzna, który napada Michele w jej własnym domu i gwałci. Od tego momentu kobieta żyje w ciągłym strachu przed nieznajomym napastnikiem, który nie pozwala o sobie zapomnieć i planuje kolejny atak. Ojciec Michele jako znany morderca odsiaduje dożywocie w więzieniu, co nie pozwala jej  z kolei zgłosić się z tym problemem na policję. To długa droga do odkrycia czym tak naprawdę jest miłość i czym stajemy się bez niej. To dokładna analiza na ile przeszłość wpływa na teraźniejszość. Na ekranie obecna jest brutalność, seks i trochę wulgarności, ale na tym właśnie polega i tak działa ten thriller z niesamowitą Isabelle Huppert w roli głównej.


- WALENTYNKI JAKO LEPSZE POZNANIE SIEBIE -

Manchester by the Sea (2016)


"Manchester by the Sea" to spokojna i codzienna historia o niezwykłym brzmieniu. Z tematyką tego filmu każdy z łatwością może się utożsamić, ale jej wydźwięk powoduje, że opowieść Kennetha Lonergana staje się dobrym pouczeniem i ostrzeżeniem. Główny bohater żyje w swoim małym świecie, w którym zupełnie nic mu nie pasuje, a jednak nie potrafi się z tej pułapki uwolnić. Jak się okazuje była to jego świadoma ucieczka od przeszłości, która całkowicie go złamała. Trudna sytuacja rodzinna zmusi jednak mężczyznę do powrotu w dawne strony i zmierzenia się jeszcze raz z tym, co kiedyś zawalił. "Manchester by the Sea" to ponowne mierzenie się z własnymi słabościami i lękami, a przede wszystkim próba ułożenia swojego życia na nowo i pogodzenie się z popełnionymi błędami. Więcej możecie przeczytać w podlinkowanej recenzji tego filmu.


Fukushima, moja miłość (2016)


"Fukushima, moja miłość" to propozycja niemieckiej reżyserki, podczas której zgłębimy nie tylko magiczny klimat japońskiego spokoju i pogody ducha, ale też psychikę młodej, zagubionej dziewczyny. To opanowany dramat, bez zbędnych ruchów kamery i nadmiernej akcji. Niektóre sceny zostały świadomie pozbawione przepełnienia emocjami, co pozwala się zrelaksować i uspokoić. Seans wpływa kojąco i pozwala dokładniej przyjrzeć się mocy odpuszczania, nowego początku i wybaczania. Kolejne sceny przerywane co jakiś czas wybuchem gwałtownej Niemki odkrywają przed widzem uroki prostoty i drobnych rytuałów, które tylko z pozoru niewiele mogą wnieść do życia. Inspirowane i wzorowane na japońskiej kulturze dzieło opiera swoją fabułę na znajdującej się tuż po wybuchu elektrowni jądrowej doszczętnie zniszczonej małej wiosce. To swoisty symbol niepoddawania się i budowania na starych fundamentach zupełnie nowych budowli.


Jako zwieńczenie proponuję produkcje, których co prawda nie znajdziecie już w kinach, a które mimo to powinny się znaleźć w tym zestawieniu. Nie było o nich zbyt głośno, a szkoda, bo to naprawdę wartościowe seanse i sporą stratą byłoby je pominąć.


- WALENTYNKI W ZACISZU POLSKIEGO DOMU -

W spirali (2015)


"W spirali" to jedna z najciekawszych kameralnych produkcji polskich ostatniego czasu. Swoją strukturą bardzo przypomina mi "Borgmana", którego bardzo wysoko sobie cenię. To niezwykła opowieść o związku, który w rzeczywistości związkiem dawno już nie jest. Emocje między dwójką ludzi są wystarczającą siłą, aby stworzyć wciągający seans, angażujący w dodatku nieznane nazwiska aktorów. Czegoś tak dobrego dawno nie widziałam. Więcej możecie przeczytać w podlinkowanej recenzji tego filmu.


Kamper (2016)


"Kamper" niesamowicie mnie zaskoczył! I utwierdził w przekonaniu, że ambitne polskie kino już dawno urosło do rangi europejskiej. Film prosty w swojej strukturze i realizacji bombarduje wręcz ładunkiem emocjonalnym i potęgą fabuły. Do tego związku w sposób łatwy można się porównać, a dwójka młodych ludzi na ekranie to odzwierciedlenie praktycznie każdego z nas. Tymczasem nawet świeża miłość nie wypala, gdy brak jest w niej jakiejkolwiek rozmowy i porozumienia. Zdrada, namiętność i codzienne problemy ukazane zostały w "Kamperze" w sposób ciekawy i niebanalny. W końcu każdy potrzebuje nie tylko ciepłego słowa, ale też solidnego wsparcia i wiary w swoją drugą połówkę. Więcej możecie przeczytać w podlinkowanej recenzji tego filmu.


Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham (2016)


"Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham" to film, który wgniótł mnie w fotel. Wycisnął łzy. Pozostawił z ogromną ilością refleksji i chaosem w głowie. Tym razem będzie o miłości rodzinnej, pomiędzy matką a córką. O wszelkich trudnościach i przeciwnościach, które nie omijają żadnej rodziny. Widziane z bardzo nietypowej perspektywy, bo z gabinetu sławnego psychoterapeuty Bogdana de Barbaro. Obraz absolutnie zachwyca, wciąga i ani przez chwilę nie nudzi. Pouczające porady i autentyczne emocje na twarzach dwóch kobiet są nie do opisania. Ten film po prostu trzeba zobaczyć. Więcej możecie przeczytać w podlinkowanej recenzji tego filmu.


Dajcie znać, czy któraś z tych propozycji zaciekawiła Was na tyle, że skusicie się na seans. Ja ze swojej strony mam jeszcze wiele do nadrobienia w kinie, stąd nie pojawiło się jeszcze kilka być może świetnych tytułów. Walentynek w kinie nikt nie będzie świętować pojedynczo - film i widz to jeden z najlepszych duetów. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz