środa, 18 października 2017

Blade Runner 2049 (2017)

Reżyseria: Denis Villeneuve
Scenariusz: Hampton Fancher, Michael Green
Produkcja: Kanada, USA, Wielka Brytania
Gatunek: Thriller, Sci-Fi
Czas trwania: 163 minuty

Obsada:
Ryan Gosling: Oficer K
Harrison Ford: Rick Decard
Jared Leto: Niander Wallace
Ana de Armas: Joi


Z kontynuacjami klasyków kina jest o tyle trudna sprawa, że tak naprawdę z góry narzuca się im spore oczekiwania i wysoki poziom, którym po prostu muszą sprostać. Z jednej strony twórca filmowy próbuje nawiązać do poprzedniej części i oddać pewien hołd starym fanom (dobrym przykładem jest tutaj seria Gwiezdnych Wojen), a z drugiej próbuje zaskoczyć i wnieść świeży powiew w i tak już zastaną historię. W przypadku Blade Runnera przerwa ta wynosi aż 35 lat, co dla fabuły może okazać się po prostu zabójcze. Nie ukrywam, że nazwisko Denisa Villeneuve'a jako reżysera filmu stanowi niemałą zachętę, a mając w pamięci jego ostatnie rewelacyjne dzieło, Nowy początek, tym chętniej chciałam się przekonać jak kwestia się ma z jego najnowszą produkcją.


"Rzeczywiste" pojawienie się androidów na Ziemi znów zostało odwleczone w czasie - w Łowcy androidów wypadało ono dokładnie w 2019 roku. W nowej części akcja rozgrywa się w 2049 roku, a zamiast kultowego Ricka Decarda mamy do czynienia z nowym bohaterem. Jest nim oficer K, który sam będąc androidem, poluje na starsze modele. Ich podstawową usterkę stanowi poddanie się emocjom i uczłowieczenie, a jak wkrótce się okaże, może za tym stać także coś więcej. Gdy oficer K trafia na ślad przedłużenia życia androidów, a także kryjącego się za nim spisku, staje przed trudnym wyborem pomiędzy tym, kim jest a kim chciałby zostać. Tymczasem żywiołowy pościg dopiero się zaczyna.


Na szczególną uwagę już na wstępie zasługuje z pewnością zapierająca dech w piersiach techniczna strona obrazu. Świetne ujęcia kamery, zdjęcia i dopracowanie najmniejszych szczegółów zachwycają przez cały seans. To elementy, z których twórcy śmiało mogą być dumni. Niemal każdy kadr wydaje się być osobnym dziełem sztuki, które ogląda się z nieukrywaną przyjemnością. Składa się to na wizualny odbiór filmu jako niezwykle solidnego i po prostu dobrze wyglądającego. Niemałą rolę odgrywa również na ekranie muzyka, która jednak poza niektórymi naprawdę satysfakcjonującymi momentami, wydaje się być nieco chaotyczna. Zlepek różnych dźwięków, których autorstwo przypisuje się Benjaminowi Wallfischowi i Hansowi Zimmerowi, daje o sobie przypomnieć i nawet zachwyca, ale niestety nie przez cały seans. Aktorsko produkcja wypada dosyć obiecująco, gdyż Ryan Gosling wykonał swoje zadanie tak, jak moim zdaniem się od niego oczekiwało. Pod swoją maską stoicyzmu i ograniczonej mimiki chowa całą gamę emocji, która dla uważnego widza jest jak najbardziej dostrzegalna i dostępna. Czytając przed seansem o pełnych poświęcenia przygotowaniach Jareda Leto do roli (aktor nosił także poza planem specjalne soczewki, umożliwiające mu oswojenie się z byciem niewidomym dla potrzeb filmu) nastawiałam się chyba na kolejną po Witaj w klubie rolę życia. Tymczasem jestem rozczarowana jego postacią, która wydaje się być nad wyraz patetyczna, zupełnie nieadekwatnie do nadanego jej znaczenia w produkcji. Ciekawie wypada natomiast Ana de Armas, a widząc na ekranie zasłużonego Harrisona Forda po prostu nie mogłam powstrzymać serdecznego uśmiechu.



Fabuła Blade Runnera 2049 kryje w sobie pewne przesłania i emocjonalną głębię, które szczególnie cenię sobie w podobnych filmach. Chodzi głównie o bycie czymś więcej niż "androidem" i otwarcie się na ludzkie uczucia. Chociaż na ekranie raczej dzieje się dużo, w co z łatwością jako widz można się zaangażować, nie powiedziałabym, że są to trwałe wrażenia. Na kilka dni po seansie czuję, że praktycznie wszystko ze mnie uleciało, niestety. Niemniej historia opowiedziana w nowym filmie kanadyjskiego reżysera jest intrygująca, a chwilami także zabawna. Jeżeli miałabym w kilku słowach podsumować ten obraz, to opisałabym go jako solidnie zrealizowany sequel, zbudowany na pewnej wizji artystycznej, z przemyślanym scenariuszem i odpowiednio dobraną obsadą. Chociaż może ogólne wrażenie silniejsze jest o wiele bardziej tuż po seansie niż na kilka dni po nim, to jednak Denis Villeneuve spisał się na medal, a mnie taka druga część Łowcy androidów jak najbardziej się podoba.

Moja ocena: 8/10

2 komentarze:

  1. Byłam na tym filmie w kinie i chcętnie przeczytałam twoja opinię. Musze przyznac, że dla mnie głównym i największym minusem była muzyka. Aż się zdziwiłam, że Zimmer coś takiego stworzył, bo ten zlepek dźwieków działam na mnie drażniąco. Same ujęcia były świetne, nie powiem, podobały mi się. Dynamiczne, obrazy zachwycały, pod względem technicznym film jak najbardziej był dobry. Jednak oprócz muzyki, nie podobało mi się to, że fabuła była rozwleczona, sceny przydługie, a 3 godziny seansu to dla mnie zdecydowanie za duzo. Uwazam, że gdyby film byłby krótszy byłby zdecydowanie lepszy. Pierwsza część podobała mi sie zdecydowanie bardziej. Za to Blade Runner 2049 oceniłam na 6/10.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten film to ja chyba kilka razy już oglądałem.Tak średnio on mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń