wtorek, 31 stycznia 2017

Manchester by the Sea (2016)

Reżyseria: Kenneth Lonergan
Scenariusz: Kenneth Lonergan
Produkcja: USA
Gatunek: Dramat
Czas trwania: 135 minut

Obsada:
Casey Affleck: Lee Chandler
Michelle Williams: Randi Chandler
Lucas Hedges: Patrick


Życie ludzkie jest pełne dramatów i przykrych sytuacji, których zmuszeni jesteśmy doświadczać niemal na co dzień. Jak wiadomo, z przeszłością najlepiej jest się pogodzić i wyciągać wnioski z lekcji dawanych przez życie. Tym, co odróżnia wszystkie problemy od siebie, jest stopień odpowiedzialności za podjęcie konkretnej decyzji lub czynu. A będąc związanym z drugim człowiekiem, odpowiedzialność ta rośnie. Rodzina wymaga określonego zachowania, któremu podporządkowanie z jednej strony może odbierać nam teoretyczną wolność, a z drugiej daje coś o wiele lepszego - bycie potrzebnym i kochanym, nadaje prawdziwy sens życiu. Podobnych kwestii w sposób dosyć nietuzinkowy dotyka głośny film "Manchester by the Sea" w reżyserii Kennetha Lonergana. Film, który bardzo szybko zbiera wyśmienite oceny, a oczekiwania wobec jego seansu ciągle rosną.


Lee Chandler jest spokojnym i małomównym mężczyzną, w którego głowie kłębi się wiele niespokojnych myśli. Jako dozorca ciągle czuje się skrępowany swoją pracą, a zazdrością pomieszaną z gniewem obdarza spotkanych w luksusowych garniturach ludzi. Neurotyczny Lee popada w coraz to nowe konflikty i bójki w barach, a szalę przechyla wiadomość o śmierci jego brata. Zrozpaczony mężczyzna wraca do swojego rodzinnego miasta, aby dopełnić wszelkich formalności związanych z pogrzebem i opieką nad swoim bratankiem Patrickiem, powierzoną mu przez zmarłego. Lee będzie musiał zmierzyć się na nowo ze swoją przeszłością, która skłoniła go do gwałtowanego opuszczenia miasta i zmiany środowiska. A tylko od niego zależy w jaki sposób ułoży wszystkie części tej układanki, co być może wreszcie pozwoli mu poczuć się wolnym.

"Manchester by the Sea" to praktycznie dramat jednej osoby, gdyż główny prym zarówno emocjonalny, jak i fizyczny na ekranie wiedzie Lee. To z tym bohaterem najmocniej się utożsamiamy, przez niego poznajemy tajemniczą przeszłość i wraz z postępującym seansem rozumiemy skutki teraźniejszości. Kenneth Lonergan stworzył niezwykle ciekawy strukturalnie obraz, który stopniowo zapoznaje widza z kolejnymi wydarzeniami, jednocześnie zawsze pozostawiajac sporą dawkę niedopowiedzenia. Całość filmu opiera się przede wszystkim na bólu, jakiego doświadczył i z jakim żyje Lee. Raz powziętych decyzji i nieprzemyślanych działań nikt już nie cofnie, a ogromny żal do własnej nieuwagi pozostaje wciąż nieodstąpiony. Z pewnością niesztampowym zabiegiem jest skoncentrowanie się na żałobie, smutku i tragedii jednego bohatera, który własną odpowiedzialność musi nieść ciągle na swoich barkach. Lee zamyka się w skorupie, do której nie dopuszcza nikogo i tym samym nie jest w stanie przejść obok wydarzeń, które odebrały mu w życiu praktycznie wszystko. Zdarzeniem, które zmusza głównego bohatera do ponownego podjęcia tego trudnego tematu jest znów tragedia - tym razem śmierć własnego brata, którego odejście nomen omen odbiera tak wiele tym razem Patrickowi.


Tematem przewodnim filmu jest próba zmierzenia się z własnymi lękami i emocjami po latach, kiedy powinny one odejść wraz ze zmianą otoczenia, a jednak wciąż decydują o działaniach i nie pozwalają normalnie funkcjonować. Tutaj ogromnego znaczenia nabiera postać odegrana przez Caseya Afflecka. I właśnie w tym miejscu niestety spotkało mnie spore rozczarowanie, gdyż fenomenu ledwo poruszającego się na ekranie Afflecka po prostu nie dostrzegam i nie rozumiem. Moim zdaniem ogromny potencjał tej historii nie został do końca przez to wykorzystany, a aktor chowa w sobie nie tylko silne emocje związane z produkcją, ale też kunszt aktorski, który cały czas trzymany jest na wodzy i ograniczany. Pewnie nie spotkam się z szerokim poparciem mojego zdania, ale jednak - wyraźnie rozgraniczam fabułę i głównego bohatera. Sądzę po prostu, że można było dać tej roli więcej.

Cenię sobie, że fabuła porusza codzienne sprawy, które dotykają każdego człowieka. Sposób poprowadzenia historii jest naturalny i taki prosty, ale z pewnością niebanalny. Czasem przeszkadzają niektóre sceny, które tylko niepotrzebnie wydłużają obraz, częściej po prostu irytuje Casey Affleck. Mimo to, "Manchester by the Sea" posiada dobry scenariusz, który oferuje widzom historię z puentą, z licznymi wątkami i emocjonalne zaplecze. Przykładem może być scena ze świetną Michelle Williams, poruszającą i przekazującą tak dużo nie słowami, ale właśnie gestem, mową ciała. Najnowszy film Kennetha Lonergana przyjmuję jednak z nieco umiarkowanym entuzjazmem, bardziej z pokorą i uwagą przed ukazanymi na ekranie tragicznymi sytuacjami. A jednak seans mi się podobał, tylko tak trochę ciągle coś mi w nim zgrzyta.

Moja ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz