niedziela, 10 kwietnia 2016

Sól ziemi (Le sel de la terre, 2014)

Reżyseria: Wim Wenders, Juliano Riberio Salgado
Scenariusz: David Rosier, Juliano Riberio Salgado, Wim Wenders
Produkcja: Brazylia, Francja, Włochy
Gatunek: Dokumentalny
Czas trwania: 110 minut

Obsada:
Sebastiao Salgado (on sam)
Wim Wenders (on sam, narrator)
Lelia Wanick Salgado (ona sama)



Komu film dokumentalny nie kojarzy się z ciężkim do przyswojenia obrazem, który nie tworzy wartkiej akcji? Ile ludzi pomija przy swoim wyborze seansu właśnie ten gatunek, kierując się jakimś nieuzasadnionym przekonaniem. Mam wrażenie, że ludzie po prostu do  tzw. dokumentów są uprzedzeni. Kto nie obejrzy, nigdy się nie dowie co dobrego może w sobie kryć taki seans. Są filmy gorsze, udane i absolutne perełki. O jednej z nich chciałam Wam dzisiaj trochę opowiedzieć.


Film składa się w przeważającej ilości ze zdjęć brazylijskiego fotografa – Sebastiao Salgado. Mężczyzna ukończył studia ekonomiczne, podejmując prosperującą pracę w tej dziedzinie gospodarki. Jego życie prywatne również zaczęło się dobrze kształtować – zawarł związek z Lelią. Kiedy jego żona kupiła sobie aparat, to właśnie Sebastiao czerpał z niego większą przyjemność i użytek. I tak właśnie wspólnie z ukochaną podjął decyzję niezwykle odważną i mimo wszystko nieco szaloną. Porzucił swoją dotychczasową karierę, aby od zera rozpocząć pracę fotografa. Już skromne początki ukazały jego wielki talent i niezwykłą rękę w robieniu zdumiewających zdjęć. Wkrótce Sebastiao zaczął realizować różne cykle, które przedstawiały niecodzienne i w większości przerażające widoki tego świata.


Idąc na seans nie miałam pojęcia czym tak naprawdę okaże się „Sól ziemi”. Nazwisko Salgado nic mi nie mówiło i nie potrafiłam skojarzyć żadnej jego fotografii. I tak wkrótce zostałam całkowicie oszołomiona jego treścią. Oto z tego niepozornego obrazu wyłoniły się najpiękniejsze fotografie, jakie dane mi było w życiu zobaczyć. Cała historia opowiedziana w sposób autentycznie zajmujący i tworzący spójną całość. Z początku twórcy filmu przybliżają postać głównego bohatera, ale wcale nie ramowo i rozwlekle. Robią to z wyważonym poczuciem humoru, zwróceniem uwagi widza na najważniejsze wątki. Tak, żeby pokazać jak najprościej, że ten przyszły wielki fotograf równie dobrze mógłby być naszym sąsiadem. W całym obrazie brak jakiegokolwiek wywyższenia. Prace Salgado są tak naturalne i piękne, że nie potrzebują żadnej zbędnej obudowy. Kojący głos narratora (i reżysera filmu w jednym) oraz wypowiedzi samego fotografa w języku francuskim są idealnym opowiedzeniem tych niesamowitych historii.


Ich wykonaniem są oczywiście zapierające dech w piersiach zdjęcia z niemal całego świata. Może się wydawać, że obejmują one każdy zakątek Ziemi. Mimo że przez cały seans przewija się ich całe mnóstwo, to każda jest inna. Każda fotografia przedstawia zupełnie inną scenę, inne postaci, inne światło i inne emocje. To właśnie te czarno-białe obrazki są magią tego filmu. To one wprowadzają do niego całą gamę uczuć, od pełnego zachwytu po przerażenie tym, co wydarzyło się na świecie. Sebastiao Salgado pokazuje zatrważające sceny, które przecież naprawdę miały miejsce, na temat których posiadamy trochę informacji, ale jest to wiedza bardzo skąpa. A fotografie w sposób niezwykle dobitny odkrywają całą okrutną prawdę. „Sól ziemi” pokazuje umierające z głodu dzieci, ciała zmarłych na cholerę, sterty zwłok, wojnę. Wszystkie postaci są dla widza anonimowe. Widząc to wszystko wprost, bez żadnych filtrów i umniejszeń, miałam szczere łzy w oczach. Ogarnął mnie ogromny smutek, że takie rzeczy dzieją się na świecie. Że tyle zła tworzą sami ludzie, których historią jest tak naprawdę historia wojen i niepowodzeń.


I już kolejne obrazy – nienaruszone biegiem czasu plemiona i ludy, ukryte gdzieś daleko od cywilizacji. A później cudowna przyroda i gatunki zwierząt, które pierwszy raz widziałam na fotografii. Wszystko w towarzystwie świetnie dogranej muzyki i odgłosów, odpowiadających ich treści. Tytułowa sól ziemi to właśnie to, co pierwotne i niezmienne. Film Wima Wendersa jest niezwykle różnorodny i bogaty. „Sól ziemi” jest zbudowana głównie z kontrastów, które wzajemnie się uzupełniają i pokazują świat z zupełnie innej perspektywy. Dzieło skłania do refleksji nad tym, dokąd tak naprawdę zmierzamy i jak wiele zła ludzie już wyrządzili. Ale równocześnie daje nadzieję, że nawet to co najgorsze, da się naprawić i urządzić na nowo. Mogę śmiało powiedzieć, że podróż po świecie z Sebastiao Salgado pozwala lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość. Zwraca uwagę na to, co dzieje się po drugiej stronie globu lub też zaraz obok. „Sól ziemi” to wyjątkowe doświadczenie, które bez wątpienia należy przeżyć. Nie dość, że pogłębia wiedzę, to dodatkowo poszerza horyzonty w patrzeniu na otoczenie i innych ludzi. Coś niesamowitego.

Moja ocena: 9/10

2 komentarze:

  1. Pamiętam tylko, że bardzo podobały mi się zdjęcia, zaś ledwo ogarniam o czym w ogóle był ten film. Przyczyna tego taka, że sporo go przespałem i coraz częściej tego żałuję, że aż nawet bym sobie odświeżył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam zmęczona po całym dniu w trakcie seansu, ale mimo to film pochłonął całkowicie moją uwagę. Jak dla mnie to spory wyróżnik. :D

      Usuń