wtorek, 12 sierpnia 2014

Strażnicy Galaktyki (Guardians of the Galaxy, 2014)

Reżyseria: James Gunn
Scenariusz: James Gunn, Nicole Perlman
Produkcja: USA
Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Czas trwania: 122 minuty

Obsada:
Chris Pratt: Peter Quill
Zoe Saldana: Gamora
Dave Bautista: Drax
Vin Diesel: Groot (głos)
Bradley Cooper: Rocket (głos)


Produkcji o superbohaterach powstało multum, dla których gwarancją jakości jest sam Marvel. W tym roku mamy okazję podziwiać na ekranach kolejne ich dzieło – „Strażników Galaktyki”. Bohaterowie najnowszego filmu Jamesa Gunna są znani przede wszystkim czytelnikom komiksów. Dla pozostałej części widowni, Peter Quill i jego przyjaciele to postaci zupełnie nowe. Tym razem mamy do czynienia z bardziej „ludzkim” bohaterem, który często ponosi rany i porażki. Wyraźnie widać, że Marvel poszerza swoje perspektywy i wciąż się rozwija.


Matka Petera Quilla umiera na oczach swojego małego synka. Tuż po tym wydarzeniu chłopiec zostaje porwany przez pojazd kosmiczny. Dalej obserwujemy już dorosłego Petera (zwanego Star Lordem), który w zupełnie innej galaktyce wykrada wartościowy przedmiot. Dla mężczyzny jest to tylko kolejna okazja na zdobycie pieniędzy. Jednak jak się wkrótce okazuje, przedmiot ma większą wartość niż Peter początkowo oszacował. Pretensje do potężnej kuli zgłasza m.in. wielki wojownik Ronan. Kolejne wydarzenia sprawiają, że po stronie Star Lorda staje rzekoma wysłanniczka Ronana - Gamora, szop (lub chomik) Rocket, podobny do drzewa stwór Groot oraz okazale umięśniony Drax, który pragnie zemścić się na Ronanie.


„Strażnicy Galaktyki” zawierają w sobie wiele elementów, znanych już z poprzednich filmów gatunku sci-fi. Sceny łudząco podobne do tych z „Gwiezdnych wojen” to tylko przykład. Jednak taki zamysł ma również swoje plusy, gdyż czyni to obraz Jamesa Gunna niezwykle efektownym. Duża różnorodność bohaterów również wpływa na postrzeganie dzieła, choć w tym przypadku powiedziałabym, że decyduje o humorze produkcji. Star Lord, Rocket i Groot to trójka postaci, którzy dbają o to, aby uśmiech utrzymywał się na twarzach widzów. Jak dla mnie nie ma porównania z wyrafinowanym i niepowtarzalnym dowcipem Tony’ego Starka ("Iron Man" i "Iron Man 2"), jednak „Strażnicy Galaktyki” to film, który nie raz doprowadził mnie do śmiechu. Przyjęta przez reżysera konwencja utrzymania obrazu na takim poziomie robi wrażenie. Równocześnie możemy podziwiać sceny z udziałem niezwykłych statków kosmicznych oraz wyczyny głównych bohaterów, które… czasami zaskakują.


Z pewnością dobrym pomysłem było zawarcie utworów z lat 80. w akcji filmu. Dla mnie jest to pewnego rodzaju fenomen. Peter nadal użytkuje walkman, który dostał od swojej matki. Dodatkowo Star Lord jest świetnym tancerzem, który nie raz ukazuje nam swoje zdolności. Brzmi kiczowato? Mimo wszystko sceny z jego udziałem są dobrym widowiskiem. Wychodzę z założenia, że skoro Iron Man mógł sobie imprezować, to Star Lord może sobie potańczyć. Bohaterowie filmu stanowią indywidualności, które w grupie w tajemniczy sposób tworzą całość. Strażnicy są pewnego rodzaju dziwakami, jednak to od nich ostatecznie zależy czy galaktyka zostanie uratowana. Fabuła jest nieco schematyczna i prosta, co stanowi według mnie jedną z najpoważniejszych wad obrazu. Przedstawienie niektórych postaci o różnych kolorach skóry było miłym doświadczeniem dla oka. Pamiętam, że zaciekawiła mnie postać zielonej bohaterki, którą widziałam jeszcze na zwiastunie.


Podsumowując, „Guardians of the Galaxy” jest dobrym filmem, który mimo wszystko jest dość banalny. Na plus oceniam przede wszystkim aktorów i muzykę. Nie jestem wielką fanką superbohaterów, aczkolwiek jeśli mam wybierać to zdecydowanie wolę tych klasycznych. Star Lord i jego towarzysze wprowadzają na ekranie dużo chaosu, a pozostawiają uczucie niedosytu.

Moja ocena: 7/10

1 komentarz:

  1. Nie jestem fanką tego gatunku, ale zerknę tak z ciekawości ;-)

    OdpowiedzUsuń