poniedziałek, 10 listopada 2014

Salto (1965)

Reżyseria: Tadeusz Konwicki
Scenariusz: Tadeusz Konwicki
Produkcja: Polska
Gatunek: Dramat, Poetycki, Psychologiczny
Czas trwania: 100 minut

Obsada:
Zbigniew Cybulski: Kowalski - Malinowski
Gustaw Holoubek: Gospodarz
Wojciech Siemion: Artysta



Postanowiłam powrócić do polskiego kina i tym samym odkrywać je na nowo. Polska kinematografia to nie tylko kontrowersyjne i głośne produkcje ostatnich lat, nie tylko nieudane i płytkie komedie (romantyczne), ale również wspaniałe obrazy poprzedniego wieku. Czarno-biały ekran nadaje owym obrazom niepowtarzalny wydźwięk, w którym znajdziemy wszystko to, co powinien zawierać dobry film. Niezwykła fabuła, świetnie dobrana obsada i przede wszystkim niekonwencjonalny pomysł na realizację dzieła. W końcu aby wyrobić sobie zdanie o całokształcie polskiego kina, należy przecież poznać jego początki.


Z rozpędzonego pociągu wysiada tajemniczy mężczyzna, który udaje się do pobliskiej wioski. Mieszańcom przedstawia się jako Kowalski-Malinowski, a jego niespodziewane przybycie wzbudza niemałe poruszenie wśród ludzi. Mężczyzna opowiada coraz nowsze opowieści o swoim pochodzeniu, a poprzez swoją tajemniczość i osobowość wkrótce staje się ważną osobą. Ludzie dają się omamić jego czarowi, co sprawia że na ekranie fantazja miesza się z rzeczywistością.


„Salto” w reżyserii Tadeusza Konwickiego przypomina jeden wielki poetycki sen. Zwieńczeniem takiej koncepcji jest tajemniczy taniec mieszkańców miasteczka, którzy wydają się być opętani. Scena ta od razu przywołuje na myśl taniec chocholi ukazany w „Weselu”. Pewne, zsynchronizowane ruchy postaci są niemal rytualne, a wszystko wprowadza widzów w pewnego rodzaju trans. Fragment stanowi niezwykłe dopełnienie treści dzieła i niejako podsumowuje jego tajemniczą atmosferę. Reżyser prowadzi swoje dzieło w nietypowy sposób, gdyż już od pierwszych minut filmu w głowie widza rodzą się kolejne pytania dotyczące głównego bohatera. Kim jest? Skąd przybył? Jaki jest jego cel? Te pytania nie tylko przez znaczną część filmu pozostają nieodgadnione, jak i wątpliwości im towarzyszące mnożą się z każdą chwilą. W „Salcie” niczego nie można być pewnym. Zwraca na to uwagę również wszechobecne kłamstwo i mydlenie oczu. Nie wiadomo komu zaufać, pozostaje jedynie obserwować dalsze losy postaci granej przez znakomitego Zbigniewa Cybulskiego.


Poetycki charakter dzieła da się wyczuć od samego początku. Natomiast psychologiczny wydźwięk dociera do nas wraz z serią niewyjaśnionych zdarzeń i sytuacji, przez co skłania do refleksji. Zachęcają do tego również pozostali bohaterowie, którzy prezentują swojego rodzaju stereotypy – przykładowo Żyda czy wieszcza. Surrealistyczny klimat filmu łączy się ściśle z relacjami postaci, a także z Kowalskim-Malinowskim. Mężczyzna twierdzi, że jest ścigany, a przywoływane przed jego oczy postaci niemieckich mundurowych z bronią wymierzoną ku niemu, powodują u niego ataki paniki. Nie wiemy na ile można wierzyć opowiadanym przez głównego bohatera jego koligacjom podczas II WŚ, a na ile jest to po prostu wytwór jego rozbuchanej wyobraźni.

„Salto” pozostaje dobrze zrealizowanym obrazem, który zdumiewa swoją powolnym przebiegiem. Film jest odskocznią od typowych filmów akcji, a niemal senne miasteczko ukazuje swoje uroki. Kolejne kłamstwa i omamy wprowadzane przez głównego bohatera podtrzymują tylko wszechobecną niepewność. Świetnie zagrany, lecz może nieco zapomniany polski obraz przekazuje wiele treści, których odkrycie wymaga wysiłku. W zamian za to, dzieło wciąga i prezentuje niezwykłą zagadkę.

Moja ocena: 7+/10

6 komentarzy:

  1. Przede mną :) Widziałaś coś jeszcze z Cybulskim?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Do widzenia, do jutra..." :)

      Usuń
    2. W "Giuseppe w Warszawie" jest rewelacyjny. Po prostu mistrzostwo ;)

      Usuń
    3. Ok, dzięki za propozycję! :)

      Usuń
  2. Oglądałam. Świetny film ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałem raz, jako dzieciak, niewiele zrozumiałem, ale byłem pod wrażeniem. Oczarowany sceną tytułowego tańca, zahipnotyzowany, czasem sobie jeszcze odtwarzam ją na YT. Obejrzałby jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń