poniedziałek, 16 września 2013

Kto się boi Virginii Woolf? (Who's Afraid of Virginia Woolf?, 1966)

Reżyseria: Mike Nichols
Scenariusz: Ernest Lehman
Produkcja: USA
Gatunek: Dramat
Czas trwania: 131 minut

Obsada:
Elizabeth Taylor: Martha
Richard Burton: George
Sandy Dennis: Honey
George Segal: Nick



„Kto się boi Virginii Woolf?” to znakomity dramat, będący ekranizacją sztuki Edwarda Albee’ego, cieszącej się wielkim powodzeniem na Broadwayu. Film skupia się na niezwykle trudnych relacjach w podstarzałym już małżeństwie, w którym podstawą są kłótnie i złośliwe wypowiedzi. Każdemu z nas zdarzyło się zapewne urazić daną osobę umyślnie, jednak było to zazwyczaj jednorazowe posunięcie. Główni bohaterowie obrażają się na każdym kroku, lecz nadal pozostają małżeństwem. Jak to jest możliwe? Pod całą otoczką wyzwisk kryje się miłość i prawdziwa namiętność. W rolach głównych występują Elizabeth Taylor i Richard Burton, których małżeństwo w rzeczywistości jest odzwierciedleniem ekranowego romansu.



Akcja filmu rozgrywa się w ciągu jednej nocy. Martha i George wracają do domu po przyjęciu i od razu zaczynają się kłócić. Pełna emocji i gwałtowna Martha przeciwko spokojnemu małżonkowi, który jednak potrafi wybronić się ze swojego stanowiska. Podczas uniesienia emocjonalnego przybywa do nich z wizytą młode małżeństwo. Szczęśliwi z pozoru Honey i Nick wplątują się nieostrożnie w problemy gospodarzy. Przez całą noc kieliszki i barek są w ruchu. Będąc pod wpływem alkoholu dwie pary odkrywają kolejne prawdy o sobie, a wszystko to w trakcie przeróżnych zabaw typu „Upokorzyć gospodarza” czy „Dopadnij gości”. Czy wzajemne kompromitowanie się i dogadywanie skończy się wraz z nastaniem świtu? I jaki będzie miało w ogóle sens?


Podczas gier umysłowych wychodzi na wierzch wiele tajemnic i prawd. Skutki są takie, że Nick traci zupełnie wiarę w siebie, a upita Honey kojarzy coraz mniej faktów. Natomiast Martha i George pomimo wlanych w siebie litrów alkoholu nadal zachowują trzeźwość. Małego tego – George prowadzi z powodzeniem samochód! Ukazanie człowieka będącego pod wpływem alkoholu za kierownicą nie jest zbyt dydaktycznym posunięciem, jednak w latach 60. widocznie nie przywiązywano do tego aż takiej wagi jak teraz. Skompletowanie obsady wcale nie było łatwą sprawą, a początkowo o rolę Marthy ubiegały się m.in. Bette Davis czy Ingrid Bergman. Mike Nichols ostatecznie wybrał sławne małżeństwo Elizabeth Taylor i Richarda Burtona, którzy w swoim prywatnym życiu nie szczędzili sobie kłótni i wyzwisk. Mimo kilku rozstań, powodem dla którego znów wracali do siebie była namiętność. To co się dzieje na ekranie ukazuję tak naprawdę losy ich własnego związku.

„Who’s afraid of Virginia Woolf?” może wydawać się filmem trochę zbyt agresywnym, aby osiągnął takie powodzenie. I mam na myśli 1966 rok, czyli czas kiedy produkcja weszła na ekrany. Jednak w latach 60. zaczęto powoli odchodzić od Kodeksu Produkcyjnego, co pozwoliło zaakceptować brutalność językową  i tematyczną. Film miał za zadanie również przygotować widzów na nowe doznania w kinie – na poważny dramat, poruszający bardzo trudne problemy (w tym przypadku problem upadającego małżeństwa i toksycznej miłości). Eksperyment z dziełem Nicholsa powiódł się, lecz na wszelki wypadek proszono, aby na salę kinową nie wchodziły osoby poniżej 18 roku życia. Trzeba było jeszcze przecież dopracować system klasyfikacji.


Dialogi prowadzone w produkcji są nad wyraz inteligentne i z przyjemnością można zagłębić się w sposób myślenia bohaterów. Ja osobiście czułam się odrobinę zmęczona po zakończeniu seansu, co tylko dowodzi intensywności rozmów. Aktorstwo to jedna z najmocniejszych stron filmu. Fenomenalni Taylor i Burton zdecydowanie wyróżniają się na ekranie, tuż za nimi również dobra Sandy Dennis i nieco bardziej w tyle George Segal. „Kto się boi Virginii Woolf?” był nominowany do Oscara w 13 kategoriach, zdobywając 5 statuetek (najlepsza aktorka pierwszoplanowa, najlepsza aktorka drugoplanowa, najlepsza scenografia, zdjęcia i kostiumy – filmy czarno-białe). I na koniec jeszcze słówko o tytule produkcji, która nie ma nic wspólnego z Virginią Woolf. Pochodzi on z piosenki dla dzieci „Who’s afraid of the big, bad wolf?”, a nazwisko pisarki brzmi w języku angielskim niemal identycznie jak wilk. Połączenie tej dziecinnej piosenki śpiewanej nieraz przez głównych bohaterów z filmem symbolicznie ukazuje ich poczynania i emocje na ekranie – radość, gniew oraz życie i śmierć.

Moja ocena: 8+/10

1 komentarz:

  1. Och, A, jakże profesjonalne stały się Twoje recenzje! *-*

    OdpowiedzUsuń